Odwiedziny w muzeum bursztynu

Małe miasteczka nad zalewem Wiślańskim ewoluowały w dość dziwny sposób. Ciche, spokojne wsie z biegiem lat zmieniały się coraz to bardziej, aż osiągnęły status pełnoprawnych pułapek turystycznych dla rodzin, które do pociągów zabierają kanapki z pasztetem i namiętnie słuchają disco polo. Gdyby nie swoiste przywiązanie, prawdopodobnie bym ich unikał – małych wsi, gwoli sprecyzowania. Jednak pokój u zaprzyjaźnionej gospodyni i wspaniałe, rozległe lasy i dość czyste w rejonach zalewu morze sprawiają, że mimo to wracam co roku.

Nowo otwarte muzeum bursztynu

bursztyn bałtycki samorodekGdyby nie moje coroczne powroty, zmiana ta całkowicie by mi umknęła. Tak samo byłoby z nowo otwartym muzeum bursztynu. Prawdopodobnie przy pierwszej wizycie w mieście nawet bym go nie zauważył – ot, zwykły budynek z dużym szyldem przedstawiającym bursztyn i głoszącym „Muzeum”. A jako nowo otwarte miejsce miał pewną aurę tajemniczości i świeżości, która prawie wbrew mojej woli wepchnęła mnie do jego wnętrza. Od razu moim oczom ukazały się najróżniejsze dzieła sztuki, które aż zaparły dech w piersiach! Z jednej strony kamienie wielkości pięści o najróżniejszych kolorach, z drugiej – biżuteria zrobiona tylko i wyłącznie z bursztynu. A na samym środku w dużej, szklanej gablocie leżał on – wielki, złoty kamień wielkością przypominający średniej wielkości pustaka budowlanego! No, może by trochę mniejszy, jednak mimo to robił wrażenie. Właściciel podszedł do mnie od razu po moim wejściu i zaproponował mi małą wycieczkę. Naturalnie zapłaciłem – byłem niezwykle zaciekawiony. Starszy pan zaczął opowiadać o swojej pasji, którą od lat się zajmował. Jej owocem było właśnie muzeum, w którym wystawił wszystkie swoje zbiory. Pokazał naszyjniki z bursztynu i mały, zręcznie wykonany pierścionek z dużym bursztynem będącym częścią konstrukcji oraz resztę swojej kolekcji, aż w końcu doszliśmy do najciekawszego elementu kolekcji, czyli do owego ogromnego bursztynu. Spytałem starszego pana, gdzie zdobył taki kamień. Właściciel od razu mnie poprawił – ponoć takiej wielkości bursztyn bałtycki samorodek się nazywa, nie kamień. Przeprosiłem za błąd i powtórzyłem wcześniejsze pytanie.

Właściciel kiwnął głową, po czym opowiedział mi niesamowitą historię – ponoć bursztyn został znaleziony w trakcie ogromnego sztormu, podczas przejażdżki na motocyklu wzdłuż wzburzonej wody. Od razu po znalezieniu zabrał go ze sobą; dodał również, że to właśnie ten okaz był początkiem oglądanej przeze mnie niesamowitej kolekcji. Tym opowiadaniem zakończyła się nasza wycieczka – podziękowałem za niesamowitą podróż i bez dłuższego zastanowienia ruszyłem nad morze, by samemu rekreacyjnie poszukać bursztynów.